Strona gwna > Forum > Przekazy Plejadian > Nowa Ziemia > ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
 
Moderatorzy: Moderatorzy
Kana RSS (Forum)Reply
¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
AutorTre
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 17:34
¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17412
Polecam do przeczytania tekst autorstwa Bo Yin Ra pt. "¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych". Ukazuje on obrazy z planu kosmicznego, które byæ moze poprzez ten tekst porusz± Wasze ukryte wspomnienia i pozwol± na chwilê dotkn±æ zapomnianego Ducha. Obrazy te ukazuj± równie¿ zarys ¶cie¿ki powrotnej do ¬rod³a Istnienia.
Za³o¿y³am nowy w±tek, poniewa¿ ze wzglêdu na d³ugo¶æ tekstu raczej nie nadaje siê on do wrzucenia na wklejki.Smile
Delete Edit Quote
 
Sponsor
Stay user
Avatar

Postw: 0000
Wsparcie: 165

Pe: _NEUTRAL_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 17:34
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post0000

Odwane Dusze

Czy planujemy swoje ycie przed przyjciem na wiat? Czy to moliwe, e odpowied na odwieczne pytania: "Dlaczego ze rzeczy przytrafiaj si dobrym ludziom?" lub "Dlaczego ja?" maj swoje rdo w penym mioci planowaniu zdarze i okolicznoci przed narodzinami? Czy to moliwe, e niektrzy z naszych drczycieli to osoby obdarzajce nas najwiksz mioci? Czy wreszcie to moliwe, e takie rzeczy nie zdarzaj si tylko po to bymy cierpieli, ale raczej su rozwojowi duchowemu?
 
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 17:47
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17413
S£OWO WSTÊPNE


W ksiêdze niniejszej stanie obok s³owa pogl±dowy obraz i oba zespolone te czynniki maj± dopomóc ods³oniæ przed tob± królestwa wy¿yn duszy.

Pocz±tkowo, przy pobie¿nym ogl±daniu, zanim jeszcze s³owo zdo³a³o odpowiednio nastroiæ w tobie duszê, jak siê nastraja struny harfy, gotów jeste¶ mo¿e przypuszczaæ, ¿e i w tych obrazach znalaz³o kszta³t widomy "nowe d±¿enie do szukania wyrazu", jakie siê w czasie, kiedy ksiêgê niniejsz± napisa³em, przejawi³o we wszystkich dziedzinach sztuki?

Chêtnie potwierdzi³bym to twoje przypuszczenie, gdyby tak by³o w rzeczywisto¶ci.

Faktem jest jednak, ¿e próby nadania widomego kszta³tu przedstawionym tu obrazom siêgaj± czasów, kiedy nic jeszcze nie wiedziano o takim nowym d±¿eniu, zmuszony te¿ jestem wyznaæ ci, ¿e nigdy nie odczuwa³em tej potrzeby, która w obecnych czasach ka¿e wielu artystom uwa¿aæ siê za powo³anych do stworzenia sobie nowych sposobów wypowiadania siê, gdy¿ stare nie wydaj± im siê ju¿ dostatecznie czyste i prawdziwe.

Rozumiem wprawdzie motywy, które pobudzaj± ludzi do takiego d±¿enia i zmuszaj± ich do torowania nowych dróg - co siê za¶ tyczy mnie samego, powstawa³o w duszy mojej to, co chcia³em przedstawiæ, równocze¶nie ze swoj± form±, tak ¿e nie prze¿ywa³em w sobie nigdy innego d±¿enia poza odtworzeniem tej powsta³ej we mnie formy.

Pokazane tu obrazy powstawa³y we mnie nie inaczej, ni¿ wszystkie inne, co kiedykolwiek we mnie ukszta³towaæ siê mia³o.

To jednak, co nale¿a³o tutaj przedstawiæ, by³o ju¿ samo przez siê inaczej uformowane, tak, ¿e formy, jakie znajduj± siê w tych obrazach, musia³y z natury rzeczy powstawaæ pod wp³ywem podniety do ich przedstawienia.

Poniewa¿ pozostajê w wewnêtrznym ¶wiecie rzeczywistego Ducha w pe³ni ¶wiadomo¶ci, tak samo jak w ¶wiecie zmys³ów cielesnych, kszta³ty s± mi bliskie i znane, jak wszystko co mnie otacza realnie na tej ziemi.

Podczas gdy przedmioty, na które pada ¶wiat³o s³oñca ziemskiego, pozostaj± zazwyczaj w ¶ci¶le ustalonych granicach, przedstawia siê forma tam, w owym ¶wiecie Ducha, w ¿ywym wci±¿ przeistaczaniu siê.

Podczas gdy na ziemi wszelka forma otrzymuje kszta³t widomy z jednego, ¶ci¶le ustalonego punktu widzenia, ogl±damy w owym ¶wiecie Ducha formy tak, jak gdyby¶my byli pró¿ni±, której granice tworz± tysi±ce oczu.

Jednak i tu nie istnia³o dla mnie szukanie formy przedstawienia.

To, co prze¿ywa³em, formowa³o siê samo przez siê w obraz na p³aszczy¼nie, usi³owa³em te¿ jedynie, opanowanymi przez mnie technicznymi ¶rodkami, obraz ten, wolny od wszelkich domieszek, utrzymaæ coraz wyra¼niej i trwalej.

Nazwy tych obrazów znajduj± siê w tym, co pragnê w tej ksiêdze uprzystêpniæ dla prze¿ycia za pomoc± s³owa.

Zadaniem ich jest jedynie s³u¿yæ za wskazówki do wywo³ania nastawienia, niezbêdnego, by zbudziæ w duszy przy ogl±daniu d¼wiêk i rytm.

Wyj±tkowe jednostki, które potrafi±, same ¿yæ w pe³ni ¶wiadomo¶ci w tym ¶wiecie Ducha, o którym ¶wiadcz± podane obrazy, bez trudu odnajd± w nich to, co prze¿yli sami.

Wszyscy inni niech wiedz±, ¿e przedstawiony tu ¶wiat Ducha mo¿na poznaæ dopiero wtedy, gdy od dawna rozstali¶my siê z ni¿sz± dziedzin± tajemnych obrazów owych brzemiennych w u³udy sfer wiecznego mroku i ponurej grozy, w których media, somnambulicy i ekstatycy zwykli szukaæ rzekomego potwierdzenia tworów bujnej ich fantazji.

Wobec tego, ¿e wszystkie sk³adniki przedstawionych w tej ksiêdze obrazów tak trwale zakorzenione s± a najg³êbszych pok³adach istno¶ci ka¿dego cz³owieka, , i¿ znajduj± siê tam gotowe dla nich odpowiedniki, budz± siê wiêc dziêki tym obrazom si³y, za spraw± których zmys³y duszy ze¶rodkowuj± siê w jeden prazmys³, stanowi±cy podstawowy warunek ka¿dego rzeczywistego i prawdziwego prze¿ycia wydarzeñ duchowych.

S³owo i obraz maj± tu na celu zbudzenie tego prazmys³u duszy.

Jak dalece mo¿e to osi±gn±æ ka¿dy czytelnik tej ksi±¿ki, zale¿eæ bêdzie jedynie i wy³±cznie od osi±gniêtego ju¿ przez niego szczebla duchowego rozwoju.

W znacznym jednak stopniu mo¿e siê do tego przyczyniæ w³a¶ciwe nastawienie.

Kto chce osi±gn±æ to, co mo¿e daæ niniejsza ksiêga, musi z góry zrzec siê wszelkiego rozumowego wyja¶niania przedstawianych obrazów.

Jedynie najg³êbsze pogr±¿enie siê i wczucie mo¿e przyczyniæ siê do prze³o¿enia hieroglifów tych obrazów na odczuwalne poruszenia duszy.

Wci±¿ jednak musi istnieæ wola samoistnego wczucia siê, je¶li ogl±danie obrazów ma wywo³aæ prze¿ycia duszy.

Dotyczy to wszelakiej sztuki - tutaj jednak bêdzie niezbêdny wiêkszy wysi³ek woli, je¿eli chcemy od strony zewnêtrznej, widocznej dla oka fizycznego, dotrzeæ do tre¶ci wewnêtrznej.

Z chwil± gdy w rzeczy samej zbudzone zostan± si³y prze¿ywania, niew±tpliwie bêdzie móg³ prze¿ywaj±cy mieæ za ka¿dym razem inne jeszcze obrazy, ukszta³towane na w³asn± jego mod³ê, to bowiem, co zosta³o tu przedstawione, jest jedynie szeregiem wewnêtrznie powi±zanych ze sob± obrazów, maj±cych na celu ³±cznie ze s³owami tej ksiêgi, u³atwiæ duszy dostêp do wewnêtrznego królestwa, od którego oddali³ j± ponad wszelk± potrzebê ¶wiat zewnêtrzny.

Po¶ród obeznanych ju¿ bli¿ej z naukami odwiecznej m±dro¶ci, którym wolno mi by³o daæ wyraz w moich pismach, niewielu siê znajdzie takich, którzy by nie zdo³ali od razu ogarn±æ znaczenia tej ksiêgi.

Do¶wiadczenie wykaza³o mi jednak, ¿e nawet u osób mniej obeznanych z tymi naukami, zw³aszcza o ile w jakimkolwiek kierunku s± one artystycznie usposobione, ju¿ krótkie wczucie siê budzi³o w duszy odd¼wiêk, znajduj±cy wyraz w siêgaj±cych zamierzch³ych czasów przeczuciach.

Nie mogê i nie wolno mi, o ile nie chcê zagrodziæ duszy jej drogi, dawaæ tutaj ¿adnych wyja¶nieñ ¶wiata barw i kszta³tów, który domaga³ siê w tych obrazach plastycznego ujêcia.

Muszê zaufaæ si³om duszy ka¿dej z osób ogl±daj±cych obrazy.

Ka¿da próba wyja¶nienia by³aby tutaj niefortunna - mog³aby jedynie przys³oniæ mg³awic± my¶li rzeczy najistotniejsze.

W magicznym dzia³aniu wszech czasów i wszystkich narodów znane by³y wtajemniczonym ¶wiête znaki, niewielu jednak przychodzi na my¶l, ¿e znaki te mia³y ¼ród³o w duchowym postrzeganiu, ¿e odnalezione zosta³y niegdy¶ w królestwie czynnego Ducha.

Tutaj takie w³a¶nie znaki przedstawione co zostan± w wiekuistym królestwie ich kszta³towania siê.

Si³a tych znaków objawi ci siê o tyle, o ile zdo³asz siê zag³êbiæ w sw± pranaturê.

Szczê¶liwy, je¶li potrafisz wówczas przenikn±æ ich znaczenie z ich oddzia³ywania na duszê twoj±.

Zbêdne wówczas zaprawdê stanie siê dla ciebie wszelkie wyja¶nienie ich warto¶ci.

B³ogos³awiæ wówczas bêdziesz niew±tpliwie dzieñ, który podsun±³ ci do rêki tê ksiêgê.

A ja cieszyæ siê bêdê twoim szczê¶ciem.
Delete Edit Quote
 
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 17:52
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17414
PRZEWÓD


Szukaj±ca duszo - kimkolwiek jeste¶ w oczach w³asnych - ujmij d³oñ moj± i uleæ wraz ze mn± z zamkniêcia w wiêzieniu, z którym z¿y³e¶ siê ju¿ od dawna, a które wi±¿e ciê w ciasne pêta twoich zmys³ów cielesnych!

Nazbyt d³ugo ju¿ nosi³e¶ te pêta, a¿ wreszcie staæ ci siê one mog³y mi³ymi niby klejnot królewski.

Zrozum, ¿e ty sam jedynie posiadasz moc zakuwania siê w pêta i ¿e tylko tobie samemu pozostawiono mo¿liwo¶æ zwolnienia siê ze skuwaj±cych ciê kajdan.

Zdob±d¼ odwagê opuszczenia bezpiecznej ostoi murów wiêziennych i zdobycia sobie wolno¶ci dziêki sobie samemu.

Nie dozwól abym daremnie rozwiera³ ciê¿kie podwoje celi twojej duszy.

Przygotuj siê do dalekiej drogi w nieznan± ci jeszcze lub te¿ zaledwie przeczuwan± przez ciebie krainê, wiedz jednak, ¿e poprowadziæ ciê chcê do twojej ojczyzny, któr± opu¶ci³e¶ niegdy¶, przed niepamiêtnymi czasy, a której ¶wietlane przestworza budz± teraz w tobie uczucie lêku, albowiem znasz tylko mury wiêzienne, jako granice pola swego widzenia.

Nie bêdziesz zmuszony do utracenia niczego, co sta³o siê mi³e twojemu sercu podczas twego wiêzienia.

Wszystko odnajdziesz pó¼niej wedle woli twojej, nikt poza tob± samym nie zdo³a ciê z tego wyzuæ.

A gdy pó¼niej, po naszym wzlocie ku gwiazdom, powrócisz na to miejsce, przeistoczy siê dla ciebie ciasna twoja cela w ¶wietlist±, promienn± komnatê królewskiego zamku, a ty bêdziesz panem kluczy do niej.

Wszystko, cokolwiek by³o tutaj twoj± w³asno¶ci±, bêdzie w dalszym ci±gu nale¿a³o do ciebie, bêdziesz jednak umia³ zaprawdê lepszy czyniæ z tego u¿ytek i to, co dnia dzisiejszego tkwi jeszcze tutaj w brudzie, opromienione bêdzie wówczas owym blaskiem ¶wietlanym, który dane ci bêdzie zabraæ z sob± z twojej ojczyzny na mroczne niwy ziemskiego bytowania.

Proszê ciê: nie zwlekaj d³u¿ej z pozostawaniem na miejscu twojej niewoli, nie rozmy¶laj trwo¿liwie, czy zdolny jeste¶ pój¶æ za moim przewodem!

Wszelkie oci±ganie siê przetrzymuje ciê niepotrzebnie w twoim wiêzieniu.

Zaufaj twoim w³asnym si³om! Tylko dziêki twojej w³asnej sile bêdziesz móg³ wznie¶æ siê wraz ze mn±!

Ja za¶ chcê ci byæ przewodnikiem jedynie, ojczyzna twoja wys³a³a mnie jedynie na odszukanie ciê, jako ¿e wzywa³e¶ jej.

Wierz, dopóki nie jeste¶ zdolny zrozumieæ!

Wierz, aby¶ móg³ doj¶æ kiedy¶ do ¶wiadomej wiedzy!

Wierz i id¼ za mn±!

Nareszcie, nareszcie czujê twoj± oci±gaj±c± siê d³oñ.

Ujmij mocniej z ca³ym spokojem moj±, abym móg³ bezpiecznie ciê prowadziæ.

Czujesz ju¿, ze wznosimy siê, a niebawem unie¶æ siê masz tam, sk±d wszystko, co do dnia dzisiejszego wydawa³o ci siê wysokie, bêdzie le¿a³o g³êboko pod nami.

Wznie¶li¶my siê ju¿ z mroków ponurych cie¶nin i stopy twoje czuj± siê wyzwolone z ciê¿aru twego cia³a.

G³êboko pod nami le¿y kula ziemska z ca³± szar± jej nêdz±.

Nie cofaj siê my¶l± ku temu, co przed chwil± opu¶ci³e¶, albowiem ka¿da my¶l o rzeczach ciê¿kich i przyt³aczaj±cych hamuje wolny twój lot.

Twoje spogl±danie w dó³ winno byæ dla ciebie niby odskoczni±, aby¶ móg³ z tego ogl±dania siê czerpaæ si³ê do wznoszenia siê.

Wszystko co zostawi³e¶ poza sob±, niech ci bêdzie snem z³udnym, z którego szczê¶liwie wyzwoli³e¶ siê i który nigdy ju¿ powróciæ nie mo¿e.

Si³± twoja unosi ciê ku nowemu prze¿yciu i wówczas tylko zdo³asz poj±æ je w sobie, je¶li bêdziesz móg³ zapomnieæ o tym, co dotychczas wydawa³o ci siê najwy¿szym prze¿yciem twoim.

Ju¿ teraz, gdy jeszcze przemawiam do ciebie, doznajê wra¿enia, ¿e rada zawarta w mych s³owach wystarcza do wykrzesania woli twojej.

Uwolniony od ciê¿aru unosisz siê ju¿ wzwy¿.

Oko twoje, mêtnie jeszcze niedawno spogl±daj±ce, nabiera blasku i jasno¶ci.

Bêdzie ono jeszcze o wiele ja¶niej promienia³o, im bardziej zbli¿aæ siê bêdziesz do ¦wiat³a, bêd±cego pierwotn± twoj± ojczyzn±, od której odpad³e¶ przed wiekami.

Unosimy siê jeszcze w pustej przestrzeni, nie ma tu bowiem nic takiego, co móg³by¶ ju¿ spostrzegaæ.

A przecie¿ rozpo¶ciera siê i tu dooko³a ciebie pe³nia ¿ycia i to, co wydaje ci siê pustk±, niedostêpne jest tylko jeszcze dla nie wyæwiczonej twojej zdolno¶ci postrzegania.

Dowiedz siê tu prawdy, ¿e we wszystkich bezkresnych przestrzeniach nie istnieje pró¿nia, ¿e wszelk± pozorn± pró¿niê t³umnie wype³nia forma i ¿ycie i ¿e twoja zdolno¶æ postrzegania tego ¿ycia bêdzie wci±¿ wzmaga³a siê, im intensywniej zdolne bêdzie w³asne twe ¿ycie uszlachetniaæ siê i wysubtelniaæ.

Musimy wznie¶æ siê daleko wy¿ej jeszcze poprzez wszystkie obszary gwiazd.

Musimy ulecieæ ponad najdalsze s³oñca, aby dostaæ siê do owych sfer, w których twe oko wewnêtrzne ma siê zbudziæ z tysi±cletniego snu!

G³êboko pod nami znajduj± siê ju¿ krêgi ¶wiatów, które tam, na ziemi, widzimy w jasne noce jedynie w postaci ¶wietlanych mgie³ na aksamitnym stropie nieba, a nasz lot wy¿ynny wci±¿ nie ma jeszcze koñca.

Znajdujemy siê oto w niezmierzonej przestrzeni, ze zdumieniem te¿ dostrzegasz, ¿e te same ¶wietlane mg³awice gwiezdne, które pozosta³y g³êboko pod nami, s± równie wysoko ponad tob± i okr±¿aj± nas teraz ze wszystkich stron.

Znajdujemy siê jak gdyby wewn±trz nieobjêtej, potê¿nej kuli, której zewnêtrzne granice tworz± miriady systemów ¶wiatów.

W¶ród tej bezkresnej przestrzeni dostrzegasz oto nowe ¶wiat³o, ja¶niejsze od najbardziej ol¶niewaj±cej b³yskawicy, bardziej promieniste ni¿ najja¶niejszy blask s³oneczny na morzach zwrotnikowych.

Czy¿bym s³ysza³ twój pierwszy radosny okrzyk?

Tak, to nie z³udzenie - rozwar³o siê wreszcie twoje oko wewnêtrzne!

Ujmujesz silniej moja d³oñ?

Widocznie czujesz, ¿e wszystko dotychczas ci znane opu¶ci³o ciê teraz i ¿e tu w tym ¶wietle musisz dopiero uczyæ siê widzieæ!

Jak owa zorza, rozja¶niaj±ca d³ug± noc na biegunach kuli ziemskiej, zyje i to nieskoñczone morze ¶wiat³a, w którym unosimy siê obecnie, buchaj±c ogniem tysiêcznych promieni, czaruj±c ¶wietlnym przepychem barw.

Wci±¿ jeszcze niezdolne jest twoje oko rozpoznaæ w tym ¿ywym ¶wietle ¿adnych form.

Potrzeba na to jeszcze czasu i coraz wy¿szego wzlotu.

Czy dostrzegasz ju¿ pierwsze jaskrawo bia³e iskry promienne, przeb³yskuj±ce na naszej drodze?

Skieruj swój wzrok ku górze, do ich punktu wyj¶cia!

Przera¿ony cofasz siê z dr¿eniem?

Czujesz, ¿e od dawna ju¿ nie unosimy siê w³asn± si³± lecz ¿e owo niewymownie promienne PRAS£OÑCE, które ujrza³e¶ teraz w przepastnych g³êbiach kulistej przestrzeni, poci±gnê³o nas si³± magnetyczn±, aby wch³on±æ nas w swoje ziej±ce ogniem wnêtrze!

Niezdolny ju¿ jeste¶ stawiaæ oporu i podczas gdy zdjêty jeszcze dreszczem wewnêtrznym mniemasz, ¿e uda³o ci siê zatrzymaæ, docierasz oto wraz ze mn± coraz bli¿ej do jego zewnêtrznych ¶wietlano p³omiennych os³on.

Rozumiem twój lêk, mimo ¿e od dawna nie podzielam go.

I ja niegdy¶ prze¿y³em ten wstrz±s, kiedy kto¶ inny u mego boku po raz pierwszy uprowadzi³ mnie w tê sferê.

Ale powiedzia³em ci ostateczn± prawdê, przyobiecuj±c ci, ¿e powiodê ciê do twojej ojczyzny, jakkolwiek ca³a twoja istota rozdygotana jest teraz lêkiem przed zag³ad±.

Mimo, ¿e s³yszysz huki gromów rozlegaj±ce siê wokó³ nas, nie daj siê nawet i zastraszyæ.

I poprzez ten "kr±g grozy" wci±gnie nas si³a tego Pras³oñca szybciej, ani¿eli zdo³asz przypuszczaæ.

Pozostañ tylko pewnym samego siebie i twej woli dostania siê do twojej ojczyzny.

Nie zra¿aj siê i pozb±d¼ siê wszelkiego lêku, a nawet troski o w³asny byt!

Byt czy niebyt winien wydawaæ ci siê jednakiej warto¶ci, je¶li nie ma byæ daremne moje towarzyszenie ci w tym locie wzwy¿.

Musisz byæ gotów z³o¿yæ w ofierze wszystko czym by³e¶ we w³asnych oczach, co z samego siebie uczyni³e¶.

Czy chcesz czy nie chcesz, przeistoczysz siê niezawodnie w tym praogniu, ale tutaj dopiero oka¿e siê kim jeste¶!

Sp³oniesz tutaj i jako ja¶niej±ca gwiazda bêdziesz odes³any z powrotem do mroków, na które pa¶æ ma wiekuiste ¶wiat³o twoich promieni, albo te¿, twoja chwiejna, oci±gaj±ca siê wola stanie siê zgub± dla ciebie i ¶ci±gnie na ciebie wieki wznawiaj±cej siê udrêki.

Nie by³bym ciê nigdy wydosta³ z twego wiêzienia i nie namówi³ do tego lotu, gdyby¶ ty, sam tysi±ckrotnie nie wzywa³ mnie uprzednio w samotne noce twojej niewoli na ziemi.

Teraz niemo¿liwy ju¿ jest dla ciebie odwrót!

Okazaæ siê teraz musi, czy by³e¶ uprawniony do wzywania.

Tylko ten, kto przedwcze¶nie domaga³ siê wyzwolenia, mo¿e znale¼æ tutaj swoj± zag³adê i na wieki zatraciæ w tym pragnieniu wiedzê o samym sobie.

I on zostanie znowu wys³any jako iskra do wiekuistego przestworza, nie by³ jednak jeszcze dostatecznie dojrza³y, aby staæ siê ju¿ dzisiaj gwiazd± i pragnienie tego S³oñca, które jest jego ojczyzn± nie mog³y jeszcze zrodziæ go na nowo do najwy¿szego jego bytowania.

Ale teraz rzuæ z barków swoich lêk wszelki!

Lêk nie osi±gn±³ nigdy jeszcze wielkiego celu!

Dopóki przyt³aczaæ ciê bêdzie boja¼ñ, nie odnajdziesz w tej praojczy¼nie w³asnej siedziby, albowiem nie o¿ywia ciê jeszcze wola z³o¿enia ofiary z siebie samego, aby siebie samego odnale¼æ.

Czy¿ nie s± ci znane s³owa Mistrza, który mówi, ¿e dusza twoja bêdzie zatracona, o ile zechcesz j± zachowaæ i ¿e mo¿esz zyskaæ samego siebie, je¶li zerwiesz pêta, wi±¿±ce ciê z tob± samym?

Nie mogê ci wprawdzie daæ jeszcze pewno¶ci, ¿e wytrzymasz ostatni± próbê, jaka ciê jeszcze czeka, nie by³by¶ jednak tutaj, gdyby mia³a ci zagra¿aæ zag³ada.

W±tpiæ nale¿y, czy poszed³by¶ za mn±, kiedy przyszed³em do ciebie na twoje wezwanie, oczekiwa³by¶ bowiem czego¶ odmiennego od tego co mog³em ci radziæ.

Ci, co nie byli jeszcze uprawieni do wzywania, a mimo to wzywali, zawsze siê kryli do najmroczniejszych zakamarków swego wiêzienia, ilekroæ kto¶ z nas zapuka³ do ich furty i tylko najzuchwalsza czelno¶æ czasami podawa³a lekkomy¶lnie rêkê przewodnikowi mimo, i¿ poczuwa³a siê do swego braku przygotowania.

Ale ty poszed³e¶ za mn±, oci±gaj±c siê jedynie i dlatego mniemam, ¿e masz prawo bardziej ufaæ sobie ni¿ móg³by¶ przypuszczaæ.

Nie gotuj sobie samemu udrêki i zaufaj swojej gwie¼dzie.

Tej gwie¼dzie, która przedstawia najwy¿sze twoje ukszta³towanie i w która przeistoczony masz powróciæ, o ile wyzwolisz w tym ogniu s³onecznym samego siebie z pêt w³asnych.

Nie chciej byæ niczym innym, jak tylko tym ogniem s³onecznym, który zawiera w sobie wszystek byt, a zrodzi ciê ona na nowo z w³asnej si³y tak, ¿e bêdziesz ¿y³ w nim wiecznie.

Pozostawiam ciê wiêc samego twoim spostrze¿eniom, albowiem przeistoczyæ siê muszê w ogieñ i jasno¶æ, których widoku teraz nie móg³by¶ jeszcze znie¶æ!

Udam siê teraz do swojej siedziby w najg³êbszym wnêtrzu tego Pras³oñca, a kiedy mnie znów odnajdziesz, bêdziesz i ty, jako gwiazda, towarzyszy³ mi do mrocznego królestwa ziemskiego, aby przy¶wiecaæ tym, którzy ³akn± ¶wiat³a.

Nie bêdziesz zmuszony, jak ja, tysi±ckrotnie powtarzaæ tej wêdrówki, ¿adne te¿ ¶lubowanie nie wi±¿e ciê z moim obowi±zkiem, mimo, ¿e w³asne twoje ¶wiat³o gwiazdy dane ci bêdzie z tego samego ognia s³onecznego, który i mnie na d³ugo jeszcze przedtem zanim mog³em spotkaæ ciê, jako syn ziemi, obdarzy³ niegdy¶ swoj± jasno¶ci±.

Id¼ teraz do swojej ojczyzny!

Sp³oñ w ognistym ¶wietle i jako syn ¶wiat³a powróæ znowu do mnie.

W najprzepastniejszych g³êbiach ognia tego Pras³oñca oczekiwaæ bêdê twoich narodzin i tu, w królestwie jego promieni, ujrzeæ masz bez os³on ju¿, w wiekuistej postaci, tego, który do ciebie przemawia³.

Zmierzaj ku swej doskona³o¶ci, aby ziemi w jej szarej nêdzy nowa narodzi³a siê gwiazda.
Delete Edit Quote
 
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 18:02
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17415
POWRÓT


Odnajdujê ciê wiêc tu ponownie, ty zwyciêzco, jako ja¶niej±c± gwiazdê, nowo zrodzon± z wiekuistej ¦wiat³o¶ci!

I znów jeste¶my na tym samym miejscu, gdzie ciê opu¶ci³em, aby przeistoczyæ siê w tê promienist± postaæ, w której ogl±dasz mnie teraz, sam w promienne ¶wiat³o przeistoczony.

Teraz ju¿ mo¿esz sam os±dziæ dlaczego uprzednio nie by³by¶ w stanie znie¶æ mojego widoku w tej postaci ¶wietlanej.

W tym samym Praogniu zjednoczeni jeste¶my po wszystkie wieki.

Wiadomo ci teraz równie¿, ze ka¿dy, kto tu jest "Mistrzem", musi byæ "uczniem" doskonalszego od siebie i ¿e kolejne szczeble tej hierarchii nie mog± mieæ koñca, poniewa¿ Absolut sam przez siê jest bezkresny i ka¿demu "najwy¿szemu" szczeblowi ukazuje siê jeszcze wy¿szy, a który on sam siê znów przeistoczy po osi±gniêciu najwy¿szego stopnia w³asnej doskona³o¶ci.

Jeste¶my obydwaj najni¿szymi zaledwie szczeblami tej siêgaj±cej nieba drabiny!

Na³o¿one zosta³o mi niegdy¶, jak ci wiadomo, obowi±zuj±ce mnie ¶lubowanie nie opuszczania wcze¶niej obwodu pr±du wiekuistego Ducha, z którego syn ziemi czerpie ¿ycie, a¿ ostatni z moich ziemskich braci nie zostanie, jak ty, wch³oniêty przez ¶wiat³o - dopóki nie zespoli siê ze szczeblami drabiny wiekui¶cie ja¶niej±cych gwiazd.

Dlatego te¿, tak samo jak ty, muszê powróciæ teraz do mroków ziemskich, a nawet gdy przyjdzie kiedy¶ kres noszenia przeze mnie mojej szaty ziemskiej, nie wolno mi bêdzie nigdy opuszczaæ obwodu duchowego pr±du syna ziemi, dopóki kula ziemska nosiæ bêdzie istoty ludzkie.

Ty za¶, gdy przestan± ciê kiedy¶ krêpowaæ wiêzy ziemskie, przeistoczysz siê niezw³ocznie w nastêpny z kolei szczebel, jak ten na jakim ogl±dasz mnie tutaj okiem swego ducha, nie bêdziesz jednak w ¿adnym razie zmuszony do trwania w nim.

Jest on dla ciebie jedynie sposobem odczuwania, nie tak jak dla mnie - odwiecznym w³asnym polem pracy, do którego sam d±¿y³em!

Z chwil± gdy osi±gniesz w nim najwy¿szy stopieñ swej doskona³o¶ci, ujrzysz ponad sob± nastêpny z kolei wy¿szy szczebel, i wnet ty sam przeistoczysz siê w ten wy¿szy szczebel, podobnie jak przeistoczysz siê kiedy¶ w mój kszta³t z chwil±, gdy wyzwolony ze zwierzêco¶ci ziemskiej, odnajdziesz siê w najwy¿szej doskona³o¶ci.

I na wieki ju¿ nie bêdzie mia³o kresu to sta³e "wznoszenie siê" coraz wy¿ej, istotnie te¿, najwy¿sze wydoskonalenie ka¿dego poszczególnego szczebla, ukazuj±cego siê ponad nami, wymaga coraz du¿ych okresów czasu tak, i¿ wreszcie to, co my ludzie zwiemy wieczno¶ci±, znikomym jest zaledwie u³amkiem owego czasu, w ci±gu którego wy¿sze szczeble osi±gaj± dopiero swoj± najwy¿sz± doskona³o¶æ.

Tu ka¿de s³owo ludzkie, które by mog³o uczyniæ dla ciebie zrozumia³ym to wieczne stawanie siê, be³kotem jest zaledwie i dopiero gdy ty sam zdobêdziesz zdolno¶æ wgl±du w to wszystko, bêdziesz móg³ dziêki w³asnemu samoistnemu ogl±daniu osi±gn±æ ostateczne poznanie.

Mi³o¶æ Pras³oñca, które zrodzi³o ciê teraz z siebie na wiekuist± gwiazdê, ¿yje obecnie w tobie w twojej postaci, i tylko dziêki tej Mi³o¶ci uzyskasz mo¿no¶æ wgl±du!

A teraz zanim opu¶cimy siê ponownie w sfery zewnêtrznych systemów ¶wiatów, a potem daleko g³êbiej jeszcze na zewn±trz, a¿ na ziemiê, pozostañmy przez krótki czas jeszcze w g³êbi tego królestwa przyczyn, wiekui¶cie trwaj±cego i dzia³aj±cego stawania siê, aby móc ogl±daæ jego cuda!

Ze zdumieniem spostrzegasz teraz, ¿e tu, gdzie przedtem oczom twoim nie ukazywa³o siê nic prócz ol¶niewaj±cego morza promieni wszelkich barw, otacza ciê nowy ¶wiat pierwotnych form.

Widzisz tu teraz wszystko pe³ne kszta³tuj±cych si³, które same musz± zostaæ uformowane, aby tworz±c dalej kszta³towaæ mog³y nowe formy.

Wszystko to jest wci±¿ jeszcze dla ciebie chaosem i nie wiesz te¿, jak masz go sobie t³umaczyæ.

Wkrótce jednak bêdziesz umia³ rozwik³aæ go, jak tylko nauczysz siê u¿ywania swego wewnêtrznego oka.

Niejedna wówczas rozwi±¿e siê dla ciebie zagadka, otaczaj±ca ciê tu na kszta³t hieroglifów, znajdziesz te¿ wreszcie klucz do otwarcia owych kajdan, jakie d¼wigaæ musia³e¶ na ziemi, jako cz³owiek o ziemskiej postaci.

Objawi ci siê w ten sposób najg³êbsza istota twoja.

Tysi±ckrotnie wzajem zadzierzgniête z sob± i splatane wynurzaj± siê tu przed tob± niezliczone obrazy najg³êbszego stawania siê.

Dla ciebie s± to na razie obrazy, umys³ twój bowiem nie jest jeszcze wdro¿ony do ujmowania przyczyn stawania siê, a i ty sam zwyk³e¶ kszta³towaæ sobie wszystko w wyra¼ny obraz zanim zdo³asz zrozumieæ.

W rzeczywisto¶ci wszystko, co tutaj ogl±dasz jest jedynie dzia³aniem owych pierwotnych si³, tkwi±cych g³êboko w pod³o¿u wszelkiego stawania siê, si³, którym zawdziêcza swój byt wszystko, co kiedykolwiek powsta³o.

Dlatego te¿ mo¿esz odnale¼æ tu i rozpoznaæ wszystko, dopóki za¶ nie jeste¶ zdolny do rozpoznania tego, co jest tutaj do poznania, stwarzasz sobie mimo ca³ej ziemskiej wiedzy jedynie mêtne, u³udne zas³ony, na których fantazja twoja wyrysowuje formu³ki, maj±ce ukryæ przed tob± twoj± niewiedzê.

Spo¶ród wszystkich tych niezliczonych stawañ siê rych³o nauczy ciê twój zdobyty teraz zmys³ wewnêtrzny w którym zespolone s± wszystkie inne zmys³y, wyodrêbnia poszczególne elementy z powik³anej mnogo¶ci ca³okszta³tu.

Ods³oni siê przed tob± pierwotne twórcze powstawanie w poszczególnych stopniach swego rozwoju.

Odwiecznie dalekie rzeczy stan± siê dla ciebie tera¼niejszo¶ci±.

Wszystko co kiedykolwiek wymy¶liæ mogli ludzie, jest cieniem tylko i odbiciem tego, co tu istnieje.

Z chwil±, gdy sobie to u¶wiadomisz, ods³oni ci siê ten ¶wiat nieskoñczenie wielobarwnych cudów najg³êbsze swoje tajniki.

Nie cofaj siê wzrokiem ku rzeczom ziemskim i nie staraj siê czynienia porównañ rozwik³aæ zagadki tego, co raz jeden tylko siê staje i co poznaæ siê daje jedynie z w³asnej swej postaci.

Ujrzysz znaki, kszta³ty i barwy, do których podobne jest niejedno na ziemi, a mimo to nie wolno ci czyniæ porównañ, je¿eli nie chcesz pogmatwaæ tego, co samo przez siê jest proste i nie powtarza siê dwukrotnie.

Jest to nowy jêzyk, który musisz tu nauczyæ siê rozumieæ i wtedy dopiero, gdy zbudzi w tobie jednakie odd¼wiêki, zaczniesz wyczuwaæ stopniowo co ma ci on do powiedzenia.

Prastare ksiêgi m±dro¶ci na ziemi mog± obwie¶ciæ ci ten jêzyk, nazbyt jednak daleki by³e¶ od wiedzy tych, którzy je niegdy¶ napisali i w ten sposób podsuwa³e¶ zawsze w³asny swój tekst pod teksty mêdrców.

Je¶li jednak nauczysz siê tutaj poznawaæ, nast±pi czas, ¿e ze zdumieniem ¶miaæ siê bêdziesz z w³asnej zadawalaj±cej siê byle czym g³upoty i nie bêdziesz w stanie zrozumieæ, ¿e brzmienie tych ksi±g tai³o przed tob± niegdy¶ nierozwik³ane zagadki, albo te¿, ¿e zuchwale uwa¿a³e¶ siê za uprawnionego do wyja¶nienia tego, w czym mêdrsi od ciebie chcieli ci udzieliæ zupe³nej jasno¶ci.

"I rozsiewa³o siê s³owo Pañskie po wszystkiej krainie", trzeba jednak najpierw nauczyæ siê s³yszeæ d¼wiêk tego s³owa, zanim siê zechce wyja¶niæ znaczenie tej mowy.

Gdyby tak wielu dotkniêtych g³uchot± nie t³umaczy³o b³êdnie tej mowy, panowa³oby zaprawdê mniej zamieszania na ¶wiecie!

Nie istnieje w nieskoñczonych kosmicznych obszarach si³a, która by nie potrafi³a objawiæ ci w³a¶ciwo¶ci swojej istoty zarazem jako d¼wiêk i znak.

Tu za¶, gdzie wszystkie zmys³y stopione s± w jednym, przejmujesz równocze¶nie d¼wiêk i znak.

Poznaj tu kszta³t i barwê, a dotyk, smak, powonienie i s³uch zbudzi siê wnet w tobie do ¿ycia!

¯e za¶ i ty sam równie¿ ukszta³towany jeste¶ przez te same si³y, które tu spostrzegasz, musi znale¼æ siê w tobie wewnêtrzna odpowied¼ na wszystko co ci siê ukazuje.

Nic nie wolno ci do tego co widzisz od siebie dodawaæ, lecz musisz w zupe³nym spokoju i skupieniu czekaæ dopóki odpowied¼ nie zrodzi siê w tobie samym.

Gdy za¶ otrzymasz odpowied¼, nie zwlekaj z przyjêciem jej i wiedz, ¿e tu ka¿dy otrzymuje w³asn± odpowied¼ i ¿e utraci³by¶ swe najwy¿sze dobro, gdyby¶ chcia³ teraz czekaæ na innych, aby móc porównaæ swoj± odpowied¼ z ich odpowiedziami.

Podobnie jak ty sam jeden tylko i jedyny zrodzony zosta³e¶ ze ¦wiat³a praognia s³onecznego na ja¶niej±c± gwiazdê, mo¿esz sam jeden i dla siebie jedynie zdobyæ tu najwy¿sze poznanie, a mimo to poznanie twoje odzwierciedli w twoich formach poznanie wszystkich innych ludzi, którzy w ten sam sposób nauczyli siê tu poznawaæ.

Wiesz ju¿ zatem dlaczego nie wolno mi tu wyja¶niaæ ci ani barw ani kszta³tów.

Wyja¶nienie, jakiego móg³bym ci udzieliæ, by³oby dane z zewn±trz i tym samym pozbawi³oby ciê w³asnej twojej odpowiedzi.

A przecie¿ tylko w³asna twoja odpowied¼ budzi w tobie si³y, których potrzeba ci do osi±gniêcia najwy¿szej doskona³o¶ci w obecnej twojej postaci.

Pozostañmy teraz pospo³u, ale nie spodziewaj siê po mnie, abym chcia³ ci wyja¶niæ to, co ty sam tylko i dla siebie samego jedynie musisz nauczyæ siê wyja¶niaæ, co sam jedynie dla samego siebie musisz nauczyæ siê wyczuwaæ.

Delete Edit Quote
 
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 18:36
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17416
OBRAZY


Bezkresne jest wnêtrze tej kuli, w której unosimy siê, mimo, ¿e zakre¶la ona swoje granice w owych wypromieniowanych przez ni± miriadach ¶wiatów i s³oñc.

Zawarte jest tu nieskoñczone stawanie siê i ca³a wieczno¶æ wydawa³aby ci siê jednym krótkim dniem, gdyby¶ kiedykolwiek chcia³ zbadaæ do g³êbi wszystkie cuda owego wiekuistego stawania siê!

Wiadomo ci mo¿e, i¿ kiedy¶ w dawnych czasach istnieli na ziemi astrologowie, zbyt pewni swej ograniczonej fantazji i wa¿yli siê na próby obliczenia czasów, w których powstaje wszech¶wiat i znów siê rozpada?

Zaprawdê nie zdawali sobie sprawy z niedorzeczno¶ci swego roszczenia i nie przeczuwali te¿, ¿e przed nimi istnieli mêdrsi od nich, których s³ów nie mogli ju¿ zrozumieæ, tak ¿e przypominaæ musieli dziecko, o którym siê opowiada, ¿e chcia³o wyczerpaæ do ma³ego do³ka wodê z oceanu!

Wieczny w ostatecznym znaczeniu: bez pocz±tku i bez koñca jest "dzieñ ¶wiatów", który chcieli obliczyæ - wieczn± zarazem owa "noc ¶wiatów".

Wieczna EMANACJA praognia s³onecznego, który zrodzi³ ciebie na ja¶niej±c± gwiazdê, wiecznie zakre¶la najdalsz± granicê swojego dzia³ania we wszystkich uk³adach ¶wiatów, otaczaj±cych nas tu w postaci najdalszej, ¶wiec±cej mêtnie mg³awicy kulistej.
Wiecznie powstaj± tam nowe systemy ¶wiatów w zamkniêtym ze wszystkich stron pier¶cieniu ju¿ powsta³ych i wiecznie wch³aniane zostaj± ponownie w nieskoñczonym "przestworzu" systemy ¶wiatów wraz z niezliczonymi s³oñcami i ci¿b± ich planet.

¯adne wyliczenia mózgów ludzkich nie s± w stanie przedstawiæ tych czasów, w których chocia¿by jeden z owych systemów ¶wiatów mo¿e powstaæ lub znów znikn±æ!

Nigdy jeszcze nie poni¿y³o siê duchowe objawienie do tego stopnia, aby ods³aniaæ duchom ludzkim na ziemi to, co jest wiecznie dla nich niepojête.

Wszystko, czego udzieli³ kiedykolwiek cz³owiekowi duch wieczno¶ci, m±drze odpowiada³o zdolno¶ci pojmowania cz³owieka, by³o brzemienne w skutki równie¿ w mrocznych sferach syna ziemi.

Czy wydaje ci siê dziwne, ¿e ods³oniête zostaj± przed tob± najg³êbsze tajniki prabytu, podczas gdy nieuchwytn± ma pozostaæ dla ciebie strona zewnêtrzna?

Ale zastanów siê nad samym sob± i nie zapominaj, ¿e jeste¶ tu w swojej praojczy¼nie, z której wydar³e¶ siê sam przed wiekami do obcego ¶wiata, jakkolwiek ¶wiadomy by³e¶, ¿e tam na zewn±trz, mog³e¶ siê wypowiadaæ jedynie drog± czynów, a nie przez sw± odwieczn± istotê!

Twoja w³asna wielko¶æ doprowadzi³a ciê niegdy¶ do upadku!

I dzi¶ jeszcze mo¿esz ponownie ulec upadkowi i w ten sposób ponownie odroczyæ na wieki twój sta³y powrót do ¦wiat³a, nawet dusze, które z³o¿y³y to samo ¶lubowanie obarczaj±ce jako dobrowolnie wziêty ciê¿ar na swoje barki, uleg³y ju¿ takiemu ponownemu upadkowi w ciemno¶ci, je¶li nie doros³y do spe³nienia swego zadania.

Dlatego w³a¶nie udzielono ci mego przewodnictwa, aby¶ siê nie da³ uwie¶æ pokusie.

Tu w najg³êbszym wnêtrzu jedynie powstanie twoje królestwo, aby¶ znów móg³ oddzia³ywaæ na zewn±trz.

Tu dzia³aæ bêdziesz kiedy¶ o¿ywiony t± sam± si³±, z której powstaje wszystka zewnêtrzno¶æ, ale w ¶wiecie zewnêtrznym znalaz³by¶ tylko pochodne si³y, które s± tam zbyt potê¿ne dla ciebie, nie mo¿esz bowiem objawiæ siê tam w swojej mocy ¶wietlanej.

Wszystko w niezmierzonym przestworzu jest na swoim, sobie tylko wyznaczonym miejscu pewne w³asnej swej potêgi i wykazywania swojej si³y, nie moze te¿ na ¿adnym innym miejscu rozwin±æ siê w ca³ej pe³ni.

Nawet samo Pra¶wiat³o posiada pe³niê mocy jedynie samo w sobie, mimo, ¿e wyp³ywa zeñ ca³a nieskoñczono¶æ wszech¶wiata!

Im bardziej oddalaj± siê od tego wszystko rodz±cego ognistego Pras³oñca wy³onione z niego si³y, tym bardziej zatracaj± podobieñstwo do swego pra¼ród³a, a¿ wreszcie na najdalszym zewnêtrznym krañcu przeobra¿aj± siê w przeciwstawieñstwo.

Tu jedynie we wnêtrzu tej niezmierzonej kuli zachowujemy jeszcze prawdziwie boskie bytowanie.

Z chwil±, gdy ponownie pogr±¿ymy siê w owe systemy ¶wiatów, aby dotrzeæ tam do kuli ziemskiej, bêdziemy wewnêtrznie daleko odsuniêci od tego boskiego ¿ycia, które zdolni jeste¶my utrzymaæ jedynie w najg³êbszej utajonej w³asnej istno¶ci.

Wprawdzie boska si³a Ducha przenika równie¿ najbardziej zewnêtrzn± stronê, si³a ta nie mo¿e wykazaæ swojej potêgi i ci tylko, w których zbudzi³a siê najg³êbsza utajona istno¶æ, mog± jeszcze odnale¼æ j± w sobie.

Je¶li mimo to wyda³a ci siê zewnêtrzna natura na ziemi ju¿ pe³n± boskich cudów, pomy¶l, ¿e i to co jest na zewn±trz, ma swe ¼ród³o wewnêtrzne i ¿e pomimo swego przeciwieñstwa zdradza ostatnie ¶lady pochodzenia swojego z Pra¶wiat³a!

Na zewn±trz jednak bêdziesz mia³ zwi±zane rêce poniewa¿ tam jest w³a¶ciwe miejsce si³ przeciwstawnych i dlatego si³y te wykazuj± tam ca³a sw± potêgê.

Musisz zawsze z najg³êbszej utajonej istno¶ci swojej docieraæ do tej wysokiej sfery ¶wietlanej, o ile chcesz tam, na zewn±trz, opanowaæ w drobnych bodaj rzeczach owe si³y przeciwstawne, nigdy jednak nie bêdziesz zdolny ca³kowicie ich pokonaæ.

Fakirzy i ¿adni w³adzy adepci magii próbowali czyniæ to w inny sposób, usi³uj±c drog± mozolnych æwiczeñ opanowaæ pewne formy owych si³ przeciwstawnych, nie znalaz³ siê jednak jeszcze nikt na ziemi, który by, pomimo ca³ej swojej sztuki, nie zosta³ w koñcu nêdznie zgruchotany na miazgê.

Boscy magowie wszech czasów zawsze dzia³ali jedynie st±d, z otaczaj±cych nas si³ boskiego bytowania, a je¶li podanie uczyni³o z nich cudotwórców, nie pozna³o siê ono na tych w³a¶nie rzeczywistych zdzia³anych przez nich "cudach", poniewa¿ tych prawdziwych cudów nie widzi ludzkie oko, wyniki za¶, które istotnie jest siê w stanie ogl±daæ, nie ods³aniaj± nigdy prawdziwej ich przyczyny.

Nale¿y tu odnale¼æ znaki, których u¿ywania musi siê nauczyæ ka¿dy, kto ma przyswoiæ sobie bosk± magiê, nigdy wszak¿e nie odnale¼li tych znaków ci, którzy w swojej ¿±dzy w³adzy ³aknêli s³awy cudotwórców.

Tu, na tym u¶wiêconym miejscu, musisz siê nauczyæ wyczuwania tego, co znaki te maj± ci do powiedzenia.

Musisz zaprawdê zadomowiæ siê tutaj, je¶li ojczyzna twoja ma ci powierzyæ swoje skarby.

"IN PRINCIPIO ERAT VERBUM" - na pocz±tku by³o s³owo - wie¶ci nam ¶wiêta ksiêga a niejeden z badaczy zadrêczy³ biedn± swoj± mózgownicê zbêdnym pytaniem dlaczego "S³owu" nadano tutaj takie znaczenie - dlaczego tak siê dzieje, ¿e mêdrzec okre¶la pra¼ród³o wszelkiego stawanie siê jako "s³owo"?
Otó¿ tê naukê obwieszczono niegdy¶ w takiej formie najg³êbszego "wnikniêcia" w istotê rzeczy.

Odwieczna emanacja ognistego Pras³oñca wiekuistej Mi³o¶ci sama siê wypowiada w wiecznym d±¿eniu do powstania, staje siê dla samej siebie rytmicznie sprê¿onym ruchem, staje siê Pras³owem, które wypowiada samo z siebie wszelkie stawanie siê, uporz±dkowane wedle zawartej w nim liczby!

S³owa mowy ludzkiej s± najdalszym odd¼wiêkiem tego "S³owa", które jest przy Bogu i które jest Bogiem na wieki wieczno¶ci!

Mêdrzec mówi o pocz±tku, który by³ zawsze i który wiekui¶cie bêdzie istnia³!

Tu wy³ania siê przed twoim wzrokiem duchowym ten pocz±tek i "s³owo" objawia ci siê w rytmie i barwie, w kszta³cie i d¼wiêku, jako pierwszy wyraz wiekuistej kszta³totwórczej woli.

Wczuwaj±c siê zatrzymaj siê chwilê i staraj siê w sobie samym, w najg³êbszej utajonej istno¶ci twojej prze¿yæ najg³êbsz± istotê tego Pras³owa, z którego powsta³o wszystko, co kiedykolwiek zaistnia³o, z którego powstanie wszystko co kiedykolwiek zaistnieæ bêdzie mog³o.

Jako "LUX IN TENEBRIS" - jako ¦wiat³o w ciemno¶ci, samo wypowiada siê to Pras³owo w niezmierzone g³êbie "przestworu" - kszta³tuj±c z samego siebie pierwszy prakszta³t i w dreszczu zg³êbienia samego siebie buduje sobie ju¿ tu swój o³tarz modlitewny.
Dooko³a tego o³tarza, niby chór kap³anów, stoi czci± przejête, brzemienne odwieczn± p³odno¶ci± kszta³towanie, zaledwie skrystalizowane w pierwsze tworzywo bytu, nieruchomo jeszcze stê¿a³e, a mimo to ju¿ jako niema modlitwa.

Niemo¿liwe jest tu jednak pozostawanie w stworzonych kszta³tach, rych³o te¿ ujrzysz, jak z pierwotnej formy wyp³ywa wiekuiste p³odzenie, jak siê kszta³tuj± nowe wci±¿ formy, jak faluj± one i zlewaj± siê z sob± wzajem, a¿ wreszcie z tej mnogo¶ci coraz bardziej ¶wietlisty wy³ania siê klejnot, w którym "S³owo" rozpoznaje samo siebie w tym przez nie wypowiedzianym ¶wiecie i ujmuje siê w postaci kszta³tu.

I oto kiedy tak po¶ród swego formowania siê ja¶nieje zwyciêsko, rozbrzmiewa równocze¶nie chór tryumfalny pierwszego stworzenia poprzez wszystkie sfery ducha.

"TE DEUM LAUDAMUS" - Ciebie Boga chwalimy - rozbrzmiewa hymn formy poprzez pierwotnie stworzony ¶wiat Ducha i wszystkie niebiosa pe³ne s± zbo¿nego uwielbienia.
"S³owo" sta³o siê tu w swoim tworze "ja" i wszelka forma Ducha poznaje w nim w radosnym zachwycie ¼ród³o swojego istnienia.

Powsta³o królestwo czystego Ducha aby w formach swoich kr±¿yæ ustawicznie w samym sobie.

Pras³owo ujawnia swoje dzia³anie w najg³êbszym swoim spe³nieniu!

Jego twórcze d±¿enie do powstania nie stanê³o jednak tu, w tym krêgu ¶wietlanym, u kresu swego dzia³ania.

I oto królestwo najg³êbszego spe³nienia pozosta³o nadal brzemienne twórczo¶ci±, p³odzi te¿ w dalszym ci±gu w wiekuistym, nieobjêtym przestworze - p³odzi samo w³asne swoje granice i stwarza przeciwdzia³anie wiekuistej przestrzeni, wiekuistego czasu.

Co w najwewnêtrznejszym królestwie Ducha jest jedno¶ci± - staje siê tu dwoiste i okiem twego ducha dostrzegasz powstaj±c± jakby pracowniê kosmiczn±, w której niezrodzona si³a Ducha buduje formy, co stanowi podstawowy warunek owych systemów ¶wiatów, zamykaj±cych nas tutaj w tej kuli ¶wietlanej jako dalekie mg³y; tu w twórczym kszta³towaniu powstaje CZAS I PRZESTRZEÑ zewnêtrznej struktury ¶wiata!
Niepodobna ju¿ do wiekuistej przestrzeni, a mimo to taj±ca w sobie jej prawa.

Ju¿ nie jako przestwór Ducha, zawieraj±cy swój czas w sobie samym, ta ¶wie¿o stworzona przestrzeñ ukszta³tuje czas dopiero z samej siebie.

Podczas gdy ty sam przenikasz tu wiekuist± przestrzeñ, jak równie¿ ona ciebie przenika, ta rodz±ca czas przestrzeñ zakre¶li ci na ka¿dym miejscu granice.

Podczas gdy duchowe twoje oko tu, w wiekuistej tej przestrzeni, zdolne jest postrzegaæ w taki sposób, jak gdyby samo by³o bezkresn± kul±, która wszystko w sobie zawiera i widzi równocze¶nie ze wszystkich stron, tam bêdziesz móg³ wzrokiem ogarniaæ jedynie od wewn±trz na zewn±trz i spostrzegaæ zawsze z jednego tylko punktu.

Teraz dopiero rozpoczyna siê drugie tworzenie - niby podd¼wiêk "S³owa", które zrodzi³o z siebie tworzenie pierwsze!

Jak morze bezkresne ci±gn± siê w nieskoñczono¶æ fale niezg³êbionego mroku, przecie¿ "Duch bo¿y unosi siê nad wodami" i l¶ni±ce ¶wiat³o jego promieni, pe³ne si³y i mocy twórczej, przy wiecznym prap³odzeniu, zanurza w morze ciemno¶ci d±¿enie do powstania.
Magiczne znaki pierwotne nadaj± kszta³t zewnêtrznym ¶wiatom, rych³o te¿ przed okiem twego ducha rozwiane zostan± ciemno¶ci.

Widzisz ju¿ pod stropem t³umu dzia³aj±cych si³ powstanie ZARODKÓW ¦WIATÓW.
Wci±¿ od nowa d±¿± one do ¿ycia, podczas gdy morze ciemno¶ci przeistacza siê w ob³ok ¶wiec±cy.

Widzisz ju¿ zrodzone z tych zarodków POWSTAJ¡CE PRA¦WIATY! Prapotê¿ne kszta³tuj±ce si³y tworz± swoje dzie³o i ¶wiat³o kosmiczne przesuwa siê niby opary mgliste poprzez stworzon± przestrzeñ.
Wkrótce powstanie ich bêdzie dokonane.

To, co ujrzysz teraz to NARODZINY KOSMOSU, wy³onienie siê sp³odzonych zewnêtrznych ¶wiatów z królestwa kszta³tuj±cych si³ kosmicznych.
W wiecznej nocy ¶wiatów, nieskoñczenie daleko od ognistego Pras³oñca wiekuistej Mi³o¶ci, które zrodzi³o ciê na gwiazdê, powsta³y w nieskoñczonej mnogo¶ci ¶wiaty kuliste - najdalsza granica, jak± samo Pras³owo zakre¶li³o swej dzia³alno¶ci, tworz±c owe ja¶niej±ce mg³awice ¶wiatów, otaczaj±ce nas tutaj ze wszystkich stron od góry i od do³u, bezkre¶nie rozpiêtym stropem.

Rozewrze siê teraz twoje wewnêtrzne oko na owo powstawanie, które dokonuje siê na jednym z tych ¶wiatów, ¿yj±cych ju¿ teraz w³asnym swoim ¿yciem!

Przypomnij sobie moje s³owa, ¿e nic w ca³ym kszta³towaniu nie powsta³o nigdy, ani te¿ powstaæ nie mo¿e, co nie jest dostrzegalne w przyczynowych obrazach w tym ¶wietlanym królestwie najbardziej wewnêtrznego stawania siê!

Pójdziesz teraz drogami, które na tych zewnêtrznych ¶wiatach przemierzyæ musi upad³y cz³owiek Ducha, upad³y poniewa¿ oderwa³ siê od swojej ojczyzny, chc±c przyzywaæ ciê na najdalszych krañcach jej tworów, aby znów móc kiedy¶ zerwaæ z niedorzeczno¶ci± dobrowolnie obranego kierunku woli i zapragn±æ powrotu do ¦wiat³a wiecznej swej ojczyzny.

Zrazu znajduje on na tych ¶wiatach tylko mieni±cy siê przepychem barw, sztywny ciasny labirynt, zapowiadaj±cy mu stale wyj¶cie do nowego ¶wiat³a, aby wci±¿ go na nowo zwodziæ.
Zanurzony zatrzymuje siê wreszcie, musi bowiem przekonaæ siê, ¿e duchowej jego postaci nie s±dzona tu wolno¶æ.

Pod wp³ywem przenikaj±cego jego istotê pêdu do kszta³towania siê on, niegdy¶ wolny ponad wszelkie pojêcia, przy³±cza siê teraz do pochodu milionów tworów, têskni±cych do ukszta³towania na tych ¶wiatach zewnêtrznych swojej postaci.
Zrodzonemu wreszcie w postaci zwierzêcia na ¶wiecie zewnêtrznym wydaje siê, ¿e dostrzega now± oznakê s³uszno¶ci swego wyboru, jednak dostaje siê tylko do potwornej, pe³nej grozy sfery astralnego ¶wiata, otaczaj±cego ka¿dy z tych ¶wiatów zewnêtrznych.
Z³udne jest to ¶wiat³o, ale moce jego nie wypuszczaj± ze swoich szponów tego, kto raz przekroczy³ jego sferê, dostaj±c siê te¿ po omacku z jednej u³udy w drug±, popada wreszcie w grzechy, aby potem w ob³êdnym og³upieniu ur±gaæ wszelkiemu ¶wiat³u.

Zwierz obejmuje w pe³ne w³adanie jego duchowo¶æ, aby w nieokie³zanych orgiach, podsuniêtych przez zezwierzêcon± duchowo¶æ, przygotowaæ mu jego Sodomê.
Teraz ju¿ wydaje mu siê, ¿e znik³a dla niego ostatnia nadzieja i w pe³nym grozy omroczeniu b³±ka siê on po piekle - po owym INFERNA, które sam sobie stworzy³ - drêczony widmami, które na kszta³t furii gnaj± za nim po drodze ob³êdnego jego sza³u.
Nie istnieje ju¿ tu, jakby siê zdawa³o, ¿adna mo¿liwo¶æ ucieczki.

Musi on zaznaæ wszelkiej grozy przera¿enia, a¿ wreszcie rozpacz ostateczna nasuwa mu wspomnienia dawnej jego wielko¶ci, ka¿±c mu przypomnieæ sobie, ¿e jest boskiego pochodzenia.

Teraz dopiero odczuwa po raz pierwszy to têskne pragnienie powrotu, maj±ce go unie¶æ kiedy¶ ponownie w górne sfery ku jego ojczy¼nie, która wydaje mu siê obecnie jeszcze zanik³± w nieskoñczonej dali.

Pierwszy krok ku nawrotowi dokonany jest oci±gaj±c siê w trwodze i niepewno¶ci.

Dreszcz przeczuwanej mo¿liwo¶ci ratunku przenika jego now± têsknotê.

Po trwaj±cym prawie bez koñca, drêcz±cym poszukiwaniu dostrzega wreszcie po¶ród ca³ego tego mroku migotanie jasno¶ci, w której rozpoznaje ¶wiat³o swojej ojczyzny.

Z podwójn± si³± kieruje swoje po omacku stawiane kroki ku temu ja¶nieniu.

Przybli¿a siê wreszcie ku niemu.

Po¶ród swego inferno spostrzega ukryt± ¶wi±tyniê.

Ju¿ przypuszczaæ gotów by, ¿e jest uratowany, ale straszliwe oczy patrz± na niego widmowo - przera¼liwi stra¿nicy stoj± tu gro¼nie na stra¿y.

Musi zdobyæ siê na wytê¿enie ostatnich swoich si³, aby nie ulec tu zabójczemu lêkowi.

Niezliczone razy ponawia próby zbli¿enia siê do wysokich stopni, aby przekroczyæ próg.

I wci±¿ na nowo odci±ga go lêk przed stra¿nikami.

A¿ wreszcie wytrwa³o¶æ jego zostanie nagrodzona.

Ze szczytu mroku dochodzi do niego g³os, który tchnie w niego now± si³ê.

Czuje siê nagle jak gdyby podtrzymywany za rêce, ¶mia³o patrzy w oczy gro¼nym potworom i zwyciêsko, jak bohater, przekracza oto próg.

Jest ju¿ wreszcie we wnêtrzu ¶wi±tyni misteriów i w tej samej chwili wydaje mu siê, jak gdyby opad³ z niego "zwierzê".

Ponownie czuje siê duchow± istot± i z najg³êbszej pe³ni zbo¿nego jego uczucia wykwitaj± mu na ustach s³owa "DE PROFUNDIS" - z g³êbin otch³ani wybaw o Panie duszê moj±.
Z czci± korn± pochyla g³owê przed wizerunkiem Boga, który dostrzega w g³êbi ¶wietlanego przestworu.

Pierwszym wybawieniem z mêki nie do zniesienia wydaje mu siê tu jego modlitwa.

Gdy wreszcie podnosi wzrok, dostrzega poza wizerunkiem Boga now± promienn± jasno¶æ i czuje, ze znów niewidzialna rêka wiedzie go ku wkroczeniu w ten przestwór promienny.

Niepewny odwa¿a siê na krok za krokiem.

I tu jeszcze przebyæ musi gro¼ne momenty, ale strach go ju¿ opu¶ci³.

Wreszcie przy huku gromu, rozsuwaj± siê przed nim ostatnie zas³ony i widzi teraz przed sob± w ¶wietlanym ja¶nieniu KLEJNOT OBJAWIENIA.
Powracaj± mu dawne zanik³e wspomnienia, czuje siê te¿ przeniesiony ponownie na to duchowe miejsce, gdzie i on niegdy¶ s³ysza³ radosny swój g³os w chóralnym "Te Deum" duchów.

Upojony wewnêtrznym rozradowaniem kroczy tedy ku klejnotowi, który w jego oczach przeistacza siê w s³oñce, przed którym rozstêpuj± siê ostatnie, pokonane przez ¶wiat³o zas³ony.

Teraz dopiero ol¶niewa go pe³ne O¦WIECENIE i ca³a jego istota promienieje czystym ¦wiat³em Ducha.
Tak wiêc sam udoskonalony do najczystszego ja¶nienia, ogarnia teraz wzrokiem swoj± drogê i z g³êbin otch³ani widzi zarys kszta³tuj±cych si³ przy dziele wznoszenia strzelistego tumu ¶wi±tyni, w którym zwolna rozsuwaj± siê przed jego okiem zas³ony naj¶wiêtszej ¶wiêto¶ci, aby w niezrównanie promienniejszej postaci ukazaæ mu jeszcze bogatszy klejnot, ani¿eli ów nawet, któremu zawdziêcza³ objawienie boskiego wizerunku.

Znajduje tu wreszcie SPE£NIENIE najwy¿szych swoich têsknot.
Ale teraz eraz ogarnia go têsknota do powrotu na le¿±c± zewn±trz ziemiê, wiadomo mu ju¿ bowiem, ¿e mo¿e jedynie wyzwoliæ siê sam w ziemskiej swojej postaci, daj±c duchowi swojemu zewnêtrzny wyraz cielesny.

Czuje teraz, ¿e uciele¶nienie Ducha jest kluczem, który na zawsze wyzwoli go z wiêzów cielesnych, tak ¿e kroczyæ bêdzie móg³ po kuli ziemskiej, jako wolny, jako syn ¦wiat³o¶ci, sam wybawiony i wybawiciel ziemskich braci swoich, pomocnik tych, którzy mimo, ¿e nawet nie przeczuwa³ tego towarzyszyli mu na jego drodze do zbawienia.

Przejêty tak± wznios³±, czyst± wol± widzi siê w tym samym prawie momencie na wysokich zrêbach górskich, a z rozpadlin skalnych, z dolin, zdaj± siê wytryskiwaæ snopy ¶wiat³a.

Na cokolwiek pada jego wzrok, promienieje w z³otej po¶wiacie, a ka¿dy promieñ wie¶ci mu ZWYCIÊSTWO!
Ale dla zwyciêzcy nie ma pozostawania na jednym miejscu, o ile pragnie zachowaæ owoc swego zwyciêstwa.

Wysoko ponad miejscem swego postoju dostrzega strzelaj±cy nieskoñczenie wy¿ej w niebo szczyt górski, pokryty wiecznym, srebrzy¶cie promiennym ¶niegiem.

Przybytek Wiekuistego na tej ziemi ukaza³ siê oczom jego ducha.

Czuje, ¿e ten daleki szczyt, ja¶niej±cy tam przeczyst± biel± na z³oci¶cie rozjarzonym niebie - to HIMAVAT - góra Jedynych na tej ziemi, których samo Pra¶wiat³o wy¶wiêci³o sobie na królów i kap³anów!
Tam jest prawzór owej ¶wi±tyni i zastêpów jej stra¿y, tam jest wieczna Rzeczywisto¶æ, o której podanie g³osi³o wie¶æ zbo¿n±, podaj±c± ludziom w formie, jak± w byli w stanie zrozumieæ wie¶æ o ¦wiêtym Gralu.

Tam prowadzi go teraz jego droga.

Widzi wprawdzie, ¿e na tej drodze bêdzie mu jeszcze zagra¿aæ niejedna przeszkoda, wie jednak, ¿e jest tam oczekiwany, ¿e czeka tam na niego przewodnik, który ma mu towarzyszyæ w ¿yciu ziemskim, w swoim czasie otworzyæ wrota, aby podobnie jak ty odnalaz³ swoj± ojczyznê.

Lepko zielone, wysuniêta naprzód masy têpej gnu¶no¶ci, które zrazu napotyka, gotowe s± stawiaæ stopom jego przeszkody przy kroczeniu, wystarczy mu jednak rzucenie okiem na daleki cel, aby je przezwyciê¿yæ.

Skamienia³y op³ot skalnych zrêbów zw±tpieñ wznosi siê przed nim zwyciêsko, pewny sparali¿owania jego odwagi, ¿adna jednak si³a ziemska nie bêdzie ju¿ zdolna powstrzymaæ go. Gdyby te¿ krwawiæ mia³ tysiêcznymi ranami, przezwyciê¿y i tê ostatni± ju¿ zaporê.

Stan±wszy wreszcie u celu po d³ugich, mozolnych wysi³kach, nie bêdzie na pewno ju¿ my¶la³ o niebezpieczeñstwach przemierzonej drogi.

Przyjêty zostanie jako ten, który odnalaz³ samego siebie i uwieñczony bêdzie w³o¿onym mu na czo³o z³otym wieñcem poznania.

Odziany bêdzie w u¶wiêcone bia³e szaty, aby nie pozosta³a na nim ¿adna zmaza, jaka skazi³a go kiedykolwiek na jego drodze.

Tak oto po¶wiêcony zostanie Wiekuistemu i naucz± go wysokiej królewskiej sztuki uciele¶niania przez mi³o¶æ w sposób dostêpny dla cz³owieka ziemskiego si³y czystego istotnego ducha.

Co poprzednio by³o mrocznym zezwierzêceniem, przeistoczone w nim wówczas zostanie i ca³a jego ziemsko¶æ bêdzie jeno wyrazem Ducha.

Poucz± go, ¿e w wiekuistym Duchu mê¿ny jedynie bêdzie móg³ na zawsze utrzymaæ koronê duchowego swojego królestwa i ¿e tylko tchórzostwo lub te¿ zdjêta trwog± bezmy¶lno¶æ chcia³aby uciec z zewnêtrznego ¶wiata zmys³ów ziemskich, w którym uwiêzi³a siê niegdy¶ w³asna jego wola.

A jednak, zabiegam naprzód z pouczeniem jakiego udzieliæ mam tobie, zrodzonemu w Duchu na gwiazdê wiekuist±!

Wszystko, cokolwiek ogl±da³e¶ dotychczas otwartym wewnêtrznym okiem, nie by³o wszak czym innym jak w³asn± twoj± drog± od chwili wyj¶cia z wiekuistego twego bytowania a¿ do powrotu, w którego momencie stajesz teraz przede mn± przeistoczony w gwiazdê.

Odt±d, zespolony ze mn±, jako ze zwi±zanym z tob± przewodnikiem, bêdziesz ogl±da³ w tym najtajniejszym duchowym królestwie rzeczywistego prze¿ycia przesuwaj±ce siê przed tob± cuda tego królestwa i pra¼ród³o wszelkiego stawania siê bêdzie ci ods³ania³o co raz to nowe obrazy.

Wiedz jednak, ¿e te obrazy s± prawzorami wszelkiego stawania siê, których ty na ziemi, w tej najdalszej sferze granic bytu, stale widzisz jedynie odzwierciedlenie.

Wracajmy wiêc na ziemiê, której potrzebne jest zwyciêskie twoje ja¶nienie.

Nie pozwól, aby smutek przys³oni³ wewnêtrzne twoje ¦wiat³o, nie pozwól zago¶ciæ w tobie bólowi, kiedy opu¶cisz teraz wraz ze mn± królestwo ¦wiat³a i potem, po powrocie na ziemiê, ujrzysz tam ponownie posêpn± noc Ducha, jaka ciê tam ogarnie.

Kto, jak ty, powraca do swego bytowania ziemskiego, nie ma ju¿ potrzeby obawiania siê nocy, albowiem nosi w sobie samym ¦wiat³o, ¦wiat³o wieczno¶ci.

Niech wiêc ca³± twoj± trosk± bêdzie odt±d rozja¶niaæ w³a¶ciwym ci ¦wiat³em wszystko, z czym siê zetkniesz, a jako gwiazda s³oneczna praognia wiekuistej mi³o¶ci, przy¶wiecaæ wszystkim, którzy pozostaj± jeszcze w mroku.

Nie pragnij niczego wiêcej dla siebie samego, a posi±dziesz wszystko, czego ci potrzeba si³± w³asnego twojego ¦wiat³a.

Nie mo¿esz przelaæ na inne serca ani promienia twojego ¦wiat³a, który by nie zjedna³ ci tysiêcy serc.

Nie bêdziesz musia³ wysilaæ siê, aby ¶wieciæ, bêdziesz musia³ tylko usi³owaæ nie zaciemniaæ nigdy dla innych ziemskim twoim postêpowaniem ¦wiat³a wieczno¶ci, które bêdzie z ciebie promieniowa³o!

Je¿eli tylko sam pe³en ufno¶ci oddasz siê swojemu ¦wiat³u, stanie siê i ziemskie cia³o twoje tak prze¶wietlone, ¿e nie bêdzie ju¿ wiêcej rzuca³o cienia na innych, którym potrzebne jest twoje ¦wiat³o w mroku ziemskim.

Mnie jednak znajdziesz zawsze, ilekroæ bêdziesz mnie potrzebowa³, chocia¿by nawet rozleg³e morza dzieliæ mia³y nasze cia³a ziemskie.

Nie szukaj mnie w zewnêtrznej ziemskiej mojej szacie, nigdy bowiem nie móg³bym zewnêtrznie tak siê z tob± zjednoczyæ, jak zjednoczeni jeste¶my teraz w najg³êbszej naszej istno¶ci.

Musisz sam zst±piæ do najg³êbszej tajni swego odczuwania, o ile mam znów objawiæ ci siê dostrzegalnie i tylko w twych prag³êbiach stale ogl±daæ bêdziesz to królestwo istotnego ¦wiat³a.
Delete Edit Quote
 
ariadne

Avatar

Postw: 500
Wsparcie: 500

Pe: _FEMALE_
Online: Nie
Data: 09/03/2011 18:59
Re: ¦wiaty. Szereg obrazów kosmicznych.
#post17417
FINA£


Ty Mi³uj±cy, który w tej ksiêdze chcesz znale¼æ ¶wiat³o i o¶wiecenie wiedz, ¿e ¶wiat³o i o¶wiecenie nie sp³ynê³o na nikogo jeszcze z oczytania i my¶lenia.

Nauka, jakiej mam ci udzieliæ jest ¿yciem, drog± i prawd±, przyswoisz j± jednak o tyle tylko, o ile w samym sobie pozwolisz jej staæ siê ¿yciem, drog± i prawda.

Aby ci pokazaæ co ciê czeka, je¶li zechcesz to uczyniæ, rozmy¶lnie wyprzedzi³em twój stan dzisiejszy i próbowa³em ju¿ dzisiaj zawczasu zbudziæ w tobie wra¿enia, które wówczas dopiero mog± staæ siê dla ciebie prawdziwe i istotne, gdy wykrzeszesz z siebie wolê wkroczenia i ¶mia³ego przemierzania drogi, na któr± usi³ujê w pismach swoich rzuciæ ¶wiat³o ze wszystkich stron, tak aby niepodobieñstwem by³o nie odnale¼æ drogi, o której mogê tu jedynie napomkn±æ, a która musisz na swój sposób prze¿yæ, aby osi±gn±æ dojrza³o¶ æ duszy, uznan± w tej ksiêdze, na pocz±tku "Przewodu" za warunek nieodzowny.

Poczuwam siê jednak nie bez g³êbszych przyczyn do obowi±zku zaznaczenia, ¿e na drodze wiod±cej do Ducha z³em jest wszelkie ciasne skrêpowanie, chocia¿by nawet by³o tylko zwi±zaniem siê wodzami przewodnika.

Ka¿dy duch ludzki na ziemi nosi w sobie w³asne mo¿liwo¶ci dzia³ania, ka¿dy te¿ zdo³a najpewniej kroczyæ w³asn± drog± i we w³asny sposób, o ile nawet prowadzi go przewodnik.

¯adn± tez miar± nie mo¿e mieæ tu miejsca b³êdne za³o¿enie, jakoby¶ obeznany byæ musia³ uprzednio ze wszystkimi moimi naukami, zanim ksiêga niniejsza mog³aby staæ siê pobudk± do szukania we w³asnych g³êbiach drogi ku wiecznej wolno¶ci.

Istniej± natury o tyle tylko zdolne do wkroczenia na dan± drogê, o ile uprzednio naj¶ci¶lej unaoczni± sobie na mapie najdrobniejszy drogi tej zakrêt, ka¿de jej wyniesienie i ka¿dy spadek. Istniej± znów inne, którym wystarcza uprzytomniæ sobie cel, aby nie troszcz±c siê o rodzaj drogi samorzutnie zdobyæ siê na wkroczenie na ni±.

Dlatego te¿ pierwszym z nich niech s³u¿± wzmiankowane przed chwil± pisma za mapê, podczas gdy drugim stan± siê one w nastêpstwie dopiero towarzyszami na ich drodze.

Rodzaj powierzonego mi w dzisiejszych czasach dzia³ania wymaga, aby wszystko, co mam do obwieszczenia w³a¶ciwymi sobie sposobami wypowiadania, tworzy³o jednolit± ca³o¶æ, a tym samym ksiêgi niniejszej nie mo¿na oddzieliæ od tego, co da³em ju¿ uprzednio i co na przysz³o¶æ bêdê mia³ jeszcze do powiedzenia.

Rumowisko my¶lenia tak dalece zasypa³o drogê wiod±c± do Ducha, ¿e wydaje siê ona czêsto nie do odnalezienia najsumienniejszym nawet i najodwa¿niejszym poszukiwaczom, co wiêcej, bardzo wielu mniema obecnie jakoby wszystko o czym wspominaj± dzieje ludzko¶ci, by³o jedynie po¿a³owania godnym urojeniem.

Jak u podnó¿a wysokich gór alpejskich zwartym ko³em otacza wêdrowca czereda przewodników, z których ka¿dy obiecuje doprowadziæ go na szczyt, tak samo w naszych czasach nawo³ywani s± ze wszystkich stron pragn±cy wkroczyæ na drogê do Ducha i ka¿dy z nawo³uj±cych zaklina siê na wszystkie ¶wiêto¶ci, ¿e doprowadzi ich nieomylnie do celu.

Nazbyt wielu ufnie powierza siê przewodnikom, którzy sami nie s± obeznani z drog±, ale nie znalaz³em jeszcze nikogo, kto by osi±gn±³ w ten sposób cel.

Có¿ dziwnego, ¿e potem droga do Ducha uwa¿ana jest za niemo¿liw± do odnalezienia, a owych nielicznych, którzy odnale¼li j± pod bezpiecznym przewodnictwem, czêsto wy¶miewaj±, ¿e ulegli zbo¿nemu omamieniu.

Zachodzi gwa³towna potrzeba wykazania dzisiejszemu ¶wiatu, ¿e jednak istnieje naprawdê droga wiod±ca do Ducha i ¿e krocz±cy ni± wêdrowiec na pewno mo¿e swój cel osi±gn±æ.

Musi jednak wêdrowiec taki posiadaæ nieco zdolno¶ci s±du, wolno mu te¿ pu¶ciæ siê w tê pewn±, choæ naje¿on± niebezpieczeñstwami drogê o tyle tylko, o ile zdolny jest zapewniæ wyci±gaj±cemu do niego pomocn± d³oñ przewodników ów pe³ny odd¼wiêk w³asnego serca, budz±cy siê w ka¿dym duchu ludzkim ilekroæ natrafi na powo³anego przewodnika, chyba ¿e odwyk³ od dawna od ws³uchiwania siê w ten wewnêtrzny g³os przyzwalaj±cy.

Niejeden te¿ cofa siê lêkliwie przed wkroczeniem na tê drogê, poniewa¿ od tysiêcy lat ci±¿y na ludzko¶ci zmora ponurych doktryn, ukazuj±cych jej drogê do Ducha j ako drogê dobrowolnych umartwieñ i wyrzeczenia siê ¶wiata.

Nauki te by³y dla ludzko¶ci posiewem straszliwego z³a, ob³êdnych pojêæ i zbrodni pope³nionej na tym, co naj¶wiêtsze i wci±¿ jeszcze nie widaæ koñca ich sro¿eniu siê.

Szlachetno¶æ duszy i dobro, w imiê których rzucano w glebê ziemsk± nieszczêsn± tê siejbê, naprawdê zbyt drogo zosta³y okupione przez ludzko¶æ.

Niew±tpliwie w najlepszej wierze uwa¿ano i uwa¿a siê dzi¶ jeszcze drogê wiod±c± do Ducha za mo¿liw± do przebycia za cenê wyrzeczenia siê ¶wiata.

Jakkolwiek jednak z ca³ym naciskiem zaznaczono rzekom± konieczno¶æ ucieczki od ¶wiata celem dotarcia do Ducha, przekonywano siê nazbyt rych³o po¶ród tych wszystkich doktryn, ¿e wbrew woli i chêci otworzyæ trzeba na o¶cie¿ dostêp ¿yciu, które jest wyp³ywem Ducha i które zaprawdê okazuje siê bardziej zwyciêskie, ni¿ wszystkie dogmaty i doktryny.

B³êdne by³oby mniemanie, jakoby istotnie nauki te przekazywa³y jedynie czyst±, nie sfa³szowan± m±dro¶æ wielkich nauczycieli ludzko¶ci.

Jedynym, którego mo¿na by by³o wymieniæ na tym miejscu, by³ ów indyjski syn rodu ksi±¿êcego, który mniema³, ¿e nie mo¿e w inny sposób uleczyæ zwyrodnia³ego swojego ¶rodowiska, jak tylko wieszcz±c o niedolach ¶wiata, który zbawiæ mo¿na jedynie drog± wyrzeczenia siê.

Wszelako i doktryna tego jedynego równie¿ nie rozstrzyga jeszcze - i to z wa¿kich powodów - pytania, czy forma, w jakiej zosta³a przekazana, nie by³a raczej dzie³em mnichów, którzy dziêki niej zyskali s³awê ¶wiêto¶ci.

Gdziekolwiek jednak w innych doktrynach hodowany by³ rozk³adowy truj±cy bakcyl gnu¶nej bierno¶ci i marzycielskiej ucieczki od ¶wiata, mo¿na byæ pewnym natrafienia jedynie na b³êdne ujmowanie m±drych nauk.

Ju¿ w drugim wieku naszej ery rozbrzmiewa skarga, jakoby nie nale¿a³o uwa¿aæ za autentyczne opisów ¿ycia i nauk wysokiego Mistrza z Nazaretu.

A co doda³y do tego i co jeszcze z tego ujê³y z ca³± bezmy¶lno¶ci± wieki nastêpne.

Bez wzglêdu na to jednak pozosta³o do dnia dzisiejszego jeszcze niejedno, wskazuj±ce raczej na wszystko inne, ani¿eli na nauczyciela zalecaj±cego ucieczkê od ¶wiata.

Daremnym jest trudem opieranie siê tutaj na "s³owie pisma" - tego samego "pisma", ka¿e Mistrzowi u¿alaæ siê , ¿e nazwano go "¿ar³okiem i opojem", dlatego ,¿e posila³ siê i pi³ wino z tymi, którzy go zapraszali - tego samego "pisma", które jako pierwszy jego "cud" podaje, ze podczas uczty weselnej, kiedy go¶cie, zdaniem podczaszego, dobrze sobie podpili zamieni³ wodê w wino.

Kto ma oczy do czytania, a nie dostrzega walki poradzonej przez ogarniêtych sza³em ucieczki od ¶wiata z prawdziw± nauk± Mistrza, walki tocz±cej siê na ka¿dej stronicy opisów, jakie do nas dosz³y zanim powsta³ znany nam obecnie tekst - dla tego nie ma ju¿ chyba ratunku.

Szatañskim oba³amuceniem ludzkiego odczuwania jest szerz±ca siê od tysi±cleci z jakiego¶ z³ego ¼ród³a poprzez dalekie ¶wiaty i szeregi pokoleñ, omotuj±c cz³owieka opêtañczym sza³em pojêcia, jakoby domagano siê od niego z³o¿enia ofiary z doczesnego jego ¿ywota, poniewa¿ drogê do Ducha nale¿y okupiæ i nie mo¿e na ni± wkroczyæ nikt, kto nie jest gotów wyrzec siê ¿ycia ziemskiego.

Dopóki wszak¿e ludzkie duchy, które z wyboru w³asnej woli opu¶ci³y niegdy¶ swój raj, musz± zespalaæ siê na tej ziemi ze zwierzêciem ludzkim, aby wreszcie odnale¼æ tu powrotn± drogê do Ducha, otrzymywaæ one bêd± zawsze wysoki nakaz: "Opanujcie ziemiê i czyñcie j± sobie poddan±", poniewa¿ jedynie jako panowie i w³adcy swego ¿ycia ziemskiego mog± oni ¶wiadomym czynem hartowaæ te si³y, które im s± potrzebne, do wkroczenia pod kierownictwem przewodnika na drogê wiod±c± do Ducha.

Kto ucieka od ¿ycia ziemskiego miast uczyæ siê je opanowywaæ, ten zaprawdê nie pokona³ ¶wiata.

By³oby ¶miesznym przecenianiem warto¶ci uciech, jakie daje nam bytowanie w cielesnej postaci ziemskiego zwierzêcia, gdyby¶ ceni³ je tak wysoko i chcia³ uwa¿aæ za okup w zamian za duchowe o¶wiecenie.

Czynisz w ten sposób ze swego Boga dzikusa, który pozwala wy³udziæ od siebie swoje szczere z³oto - za dête szklane paciorki!

Niew±tpliwie opanowanie ziemi jest zarazem opanowaniem jej uciech, nigdy jednak opanowanie nie jest - wyrzeczeniem siê!

Jak cz³owiek, którego wszystkie my¶li przejête s± wielkim dzie³em do tego stopnia, ¿e znajduj±c siê po¶ród ha³a¶liwego t³umu, s³yszy jednak wy³±cznie tylko swój g³os wewnêtrzny, podobnie i ty nie powiniene¶ d±¿yæ do zag³uszenia w sobie niejako zgie³ku popêdów zwierzêcia ziemskiego, ale jedynie do s³yszenia po¶ród tego zgie³ku wy³±cznie samego siebie!

G³êbokie si³y ukryte s± w ziemskich twoich popêdach, dostatecznie czêsto te¿ dostrzegasz je, gdy ulegasz im bardziej, ni¿ sam by¶ tego pragn±³.

Ale popêdy te domagaj± siê od ciebie panowania nad nimi, je¶li za¶ jeste¶ byæ ich panem i miast tego zabijasz je, wymordujesz jedynie najlepsze swoje s³ugi.

Opanowujesz swoje popêdy wówczas tylko, gdy w ka¿dej chwili, kierowany ¶wiadom± wol±, mo¿esz im zaufaæ bez obawy, ¿e nie doprowadz± ciê dalej, ni¿ sam tego chcesz!

O ile osi±gn±³e¶ to, zyska³e¶ najwy¿sz± si³ê napiêcia, jak± daæ ci mo¿e ziemskie twoje ¿ycie do rozwijania siê twego Ducha.

O tyle tylko mo¿esz odzyskaæ ponownie twój rzeczywisty wiekuisty byt duchowy, o ile potrafisz tu na ziemi wykorzystywaæ stale wszystkie si³y, jakimi zespolony z cia³em zwierzêcym, rozporz±dzasz w doczesnym bytowaniu.

Wszystko nie jest tylko czczym rojeniem, któremu nie odpowiada nic rzeczywistego.

Wielu uroi³o sobie w ten sposób "wewnêtrzny ¶wiat", nacechowany czêstokroæ ca³ym piêknem prawdziwego dzie³a poetyckiego, zarazem wszak¿e nie taj±cy w sobie innej prawdy poza t± jedynie, jak w³a¶ciwa jest poezji.

Jeszcze inni próbowali w stanie ekstazy zbli¿yæ siê od tego, co w nich wieczne, pe³ni wiary, ¿e w ten sposób zbli¿enie to osi±gnêli.

Nie przeczuwali jednak, ¿e ulegli jedynie u³udnej grze tajnych si³ cielesnych, które sami podniecili i rozpêtali ob³êdnym d±¿eniem, nie staj±c siê ich panami.

Je¶li wolno mi udzieliæ ci rady w charakterze cz³owieka, mówi±cego o rzeczach poznanych przez niego do najtajniejszej g³êbi - unikaj wszelkich nauk, które powo³uj± siê na mistyczne widzenia senne i rzekom± "wiedzê" jasnowidztwa; stokroæ bardziej jednak unikaj wszelkich nauk, które chc± ciê unie¶æ na drogê ekstazy, na drogê wyrzeczenia siê ca³kowitej ¶wiadomo¶ci.

Duch wieczno¶ci, z którego pochodzi twoja najg³êbiej utajona ja¼ñ i w których pragnie odnale¼æ ponownie swoj± ojczyznê jest najbardziej rzeczywisty ze wszystkiego, czemu mo¿na nadaæ miano Rzeczywisto¶ci!

Nie objawia siê on nigdy marzycielom i fantastom!

Musisz szukaæ go w sobie z t± sam± czujno¶ci±, z tym samym zapa³em, jakim przejêty jest ka¿dy badacz d±¿±cy do odkrycia przeczuwanych w zewnêtrznej przyrodzie si³!

Nie szukaj jednak daleko od siebie!

Idzie wszak o odnalezienie w³asnej twojej najg³êbiej utajonej ja¼ni.

Wiêkszo¶æ tych, którzy twierdz±, ¿e szukali daremnie, buja³a w dalekich strefach, prze¶wiadczona, ¿e winna szukaæ czego¶ zupe³nie obcego i w ten sposób sama ukrywa³a przed w³asnym wzrokiem to, co by³o i jest jej najbli¿sz± i naj¶ci¶lejsz± w³asno¶ci±.

Jedynie w sobie samym, w najskrytszej g³êbi ja¼ni zapocz±tkowana jest droga, która prowadzi do wiekuistej twojej ojczyzny!

Niew±tpliwie bêdziesz musia³, je¶li chcesz j± odnale¼æ, po¶wiêciæ codziennie choæby krótk± chwilê pogr±¿aniu siê w t± g³êbiê, ale nie wolno ci zapominaæ, ze to pogr±¿anie siê o tyle tylko przyniesie ci po¿ytek, o ile uskrzydla zwyk³± twoj± pracê codzienn± zamiast j± parali¿owaæ.

Kto w poszukiwaniu najg³êbszej utajonej Rzeczywisto¶ci nie czuje w sobie z ka¿dym dniem wzrostu si³ do zewnêtrznego dzia³ania, jest na z³ej drodze.

Droga wiod±ca do prawdziwego Ducha, jest w gruncie rzeczy tak prosta, ¿e dobrze uczynisz upraszczaj±c siebie samego w ca³ym twoim my¶leniu i odczuwaniu!

Taki w³a¶nie jest sens s³ów wysokiego Mistrza gdy naucza³ - "Je¶li siê nie staniecie jako dzieci nie otworzy siê przed wami królestwo niebieskie".

Mózgi ludzkie sta³y siê przewa¿nie nazbyt skomplikowane, aby móc, bez ¶wiadomego nastawienia siê na najprostsze reakcje, zrozumieæ misterium cz³owieka.

Wielorakie s± wprawdzie ¶rodki, jakie mo¿esz zastosowaæ, aby zbudziæ siê ponownie do duchowego ¿ycia, ale u celu twoich usi³owañ, bêdziesz siê musia³ dziwiæ, dlaczego wcze¶niej nie otworzy³y oczy twoje na to, co ujawni ci siê teraz jako rzecz najprostsza i sama przez siê ³atwo zrozumia³a.

I teraz równie¿ nie jeste¶ odciêty od duchowego ¿ycia, ale drzemie jeszcze w tobie owa prosta si³± poznania, która by mog³a to ¿ycie przed tob± ods³oniæ na skutek b³êdnego twego mniemania, jakoby duchowa Rzeczywisto¶æ by³a do osi±gniêcia na drodze my¶lowej, zaniedbujesz rozbudzenie w sobie tej jedynej si³y, która by da³a ci odpowied¼ na wszystkie twoje pytania, gdyby zbudzi³a siê w tobie.

To, co dajê ci w tej ksiêdze, s± to ¶rodki do budzenia w tobie owej si³y.

Rzecz± konieczn± jest nastrojenie niby harfy wewnêtrznego twojego odczuwania, aby móg³ rozbrzmiewaæ w tobie w ca³ej czysto¶ci zasadniczy akord, jedyny, który mo¿e wyrwaæ tê si³ê z jej u¶pienia.

Chocia¿by zrazu tylko cichutko o opornie odwa¿y³a siê ujawniæ w tobie, nigdy ju¿ jednak nie bêdziesz móg³ jej utraciæ, z chwil± gdy raz jedyny j± sobie u¶wiadomisz.

Ale nie s±d¼, aby¶ móg³ przemoc± zniewoliæ j± do zbudzenia siê!

Mo¿esz tylko codziennie na nowo stwarzaæ niezbêdne do tego warunki i czekaæ cierpliwie a¿ wcze¶niej czy pó¼niej zbudzi siê ona w tobie samorzutnie.

Pierwszym i najwa¿niejszym warunkiem jest nastawienie wszelkich my¶li i d±¿eñ na najwiêksz± prostotê odczuwania.

"B³ogos³awieni ubodzy duchem, albowiem ich jest królestwo niebieskie".

Wleczesz jeszcze wci±¿ za sob± olbrzymi balast bogactwa my¶li pozbawiaj±cy ciê niewymuszonej, swobodnej postawy, jak± musisz zachowaæ, je¶li chcesz odnale¼æ "królestwo niebieskie" w samym sobie.

W tym znaczeniu winiene¶ "uciec od samego siebie", "zatraciæ samego siebie", aby móc siê odnale¼æ w czujnej Rzeczywisto¶ci, albowiem my¶li twoje zastêpowa³y ci od dawna samego siebie. nie wiesz te¿ jeszcze, ¿e ty sam jeste¶ zaprawdê czym¶ zgo³a odmiennym od twojego my¶lenia, d³awi±cego ciê bezmiernym swoim bogactwem.

Musisz jednak byæ panem równie¿ swego my¶lenia, gdy tymczasem dzi¶ jeszcze jeste¶ bezsilnym jego niewolnikiem!

To, co powiedzia³em uprzednio o popêdach, muszê powtórzyæ jeszcze na tym miejscu w odniesieniu do twoich my¶li.

Byæ panem nie znaczy wyrzekaæ siê us³ug swojego s³ugi!

Ale s³uga twój nie powinien nigdy staæ siê twoim panem.

Przejmij siê sam spokojn± i niezachwian± ufno¶ci±, kto chce bowiem osi±gn±æ pewien cel, musi nade wszystko wierzyæ w samego siebie i w swoj± si³ê zdobycia tego celu.

Nie rozpoczynaj od zadawania sobie tysi±ca pytañ, na które mo¿esz otrzymaæ odpowied¼ dopiero wtedy, gdy prze¿ywaæ bêdziesz naukê, któr± ci udzielam.

Tutaj wymagane bêdzie od ciebie praktyczne dzia³anie, wynikiem za¶ tego dzia³ania jest nowe bytowanie, a nie nowy pogl±d czy te¿ odmienne wierzenie.

Pozostaw w spokoju dotychczasowe swoje wierzenia czy mniemania.

O ile przetworzysz w czyn i w ¿ycie to, co ci dajê, przyjdzie dzieñ, w którym ty sam bêdziesz móg³ powiedzieæ sobie, co by³o dotychczas prawd±, a co u³ud± w twojej wierze.

Pytania, na które ty sam nie mo¿esz daæ sobie odpowiedzi, nie znajd± i wówczas ostatecznego rozwi±zania, gdy us³yszysz odpowied¼ na nie z innej strony.

W tobie samym musi ca³± twoja istno¶æ i ca³a my¶l twoja znale¼æ najg³êbsze swoje uzasadnienia.

Zachowuj w ka¿dej sytuacji ¿yciowej pogodny spokój, a je¶li nie jeste¶ jeszcze zdolny do tego , wychowuj samego siebie w tym kierunku.

Powiesz mi, ze twoje zajêcia codzienne, wysuwaj± wci±¿ nowe okoliczn o¶ci, z którymi m±drzejszy nawet nie mo¿e siê uporaæ z pogod± i spokojem.

Najzupe³niej wierzê ci, ¿e dzi¶ jeszcze tak ci siê to wydaje.

Nauczysz siê jednak s±dziæ o tym inaczej, gdy zdo³asz przemieniæ samego siebie.

Sprawy i wydarzenia tego ¿ycia ziemskiego s± dla nas zawsze tym tylko, co czynimy z nich dla naszej wyobra¼ni.

Nie oczekujê naturalnie od ciebie, aby¶ móg³ utrzymaæ siê w pogodnym nastroju wobec bolesnych, ciê¿kich dopustów losu.

Wielkie ¿yciowe sprawy nie pozbawi± ciê jednak prawie nigdy twoje go spokoju - rzec mo¿na nawet, ze ciê¿kie przej¶cia niejednemu ju¿ dopomog³y do zdobycia spokoju, jaki ci zalecam.

Pozbawiaj± ciê go zawsze na pozór donios³e drobiazgi ¿ycia codziennego, sprawy i fakty, które po up³ywie krótkiego ju¿ czasu wydadz± ci siê zupe³ni b³ahe.

Nie wolno ci uciekaæ od ¶wiata, bêdziesz tez musia³ usi³owaæ utrzymaæ w sobie taki stan duszy, który by umo¿liwi³ ci ze spokojem przyjmowaæ sprawy codzienne.

Wielu rzeczy w ramach tego zewnêtrznego bytowania nie mo¿esz odmieniæ, chocia¿by nawet ta zmiana mia³a byæ b³ogos³awieñstwem dla wszystkich.

W samym sobie jedynie posiadasz nieograniczon± nieledwie moc, która coraz bardziej bêdzie ci siê ujawnia³a, w im wiêkszej mierze nauczysz siê z niej korzystaæ.

¯aden ksi±¿ê nie by³ nigdy tak niedorzeczny, aby mia³ szukaæ w obcym kraju pos³uchu, jakiego wolno mu by³o spodziewaæ siê tylko w kraju w³asnym.

Tak samo i ty nie mo¿esz spodziewaæ siê z zewn±trz tego, co tylko w tobie samym, we w³asnym twoim królestwie wewnêtrznym porz±dkowaæ mo¿esz wedle woli i chêci.

Niew±tpliwie bêd± mog³y zewnêtrzne okoliczno¶ci wstrz±sn±æ tob± w pierwszym momencie zderzania siê z nimi, ale ju¿ w nastêpnej chwili powiniene¶ odzyskaæ ca³± swoj± moc, zmuszaj±c do spokoju wszystkie swe si³y, je¶li nie s± ci one jeszcze pos³uszne na pierwsze twoje wezwanie.

Bêdziesz móg³ zaoszczêdziæ sobie w ten sposób wielu cierpieñ i staæ siê ¼ród³em rado¶ci dla samego siebie!

pouczam ciê w jaki sposób mo¿esz staæ siê ¼ród³em rado¶ci dla samego siebie!

Chcê zbudziæ w tobie artystê, który by potrafi³ ukszta³towaæ siebie na wiekuisty obraz boski.

Ty sam jeste¶ tu artyst± i zarazem dzie³em.

Zbyt d³ugo ju¿ oci±ga³ siê artysta w tobie z kszta³towaniem ciebie - co wiêcej, od dawna zapomnia³e¶, ¿e ty sam jedynie w³adny jeste¶ nadaæ sobie wiekuisty kszta³t.

Za nieuniknion± konieczno¶æ uwa¿a³e¶ zawsze przypadkowe ukszta³towanie, dawane ci z zewn±trz.

Chcê widzieæ ciê wolnym od poprzedniego wierzenia!

To, co przypad³o ci z zewn±trz, jako ³aska czy nie³aska gwiazd, nie jest ¿adnym fatum, którego nie jeste¶ w stanie unikn±æ, ale raczej powinno zachêciæ ciê od najwy¿szego napiêcia si³, aby ³askê czy nie³askê nagi±æ do wysokiego swojego celu!

Artysta w tobie wykorzystuje materia³ do kszta³towania taki w³a¶nie, jaki znajduje i w tym ujawnia siê jego sztuka, ¿e jak najlepiej potrafi wyzyskaæ na rzecz swego dzie³a zarówno zalety jak i wady u¿ytego przez siebie materia³u.

Sam musisz nauczyæ siê wyczucia w sobie artysty, twórcy tego dzie³a, chocia¿ dotychczas s±dzi³e¶, ze chc±c sprostaæ wymaganiom ¿ycia, winiene¶ traktowaæ je raczej jako cz³owiek trze¼wy i licz±cy siê z ¿yciem.

Masz przed sob± zdobycie nieskoñczenie wielkich rzeczy, je¶li zechcesz pój¶æ za moimi wskazówkami, mo¿esz przy tym powiedzieæ sobie z ca³± pewno¶ci±, ¿e w ¿adnym razie nic nie tracisz.

U¿yj tej ksiêgi w sposób, w jaki jej u¿yæ nale¿y, a bêdzie mog³a ci byæ pomocna w wielu rzeczach.

Korzy¶æ z niej mo¿esz sobie obiecywaæ nie pobie¿nym jej przeczytaniem, ale wtedy dopiero, gdy czytanie jej stanie siê dla ciebie prze¿ywaniem.

S±dzê, ze wówczas ksi±¿ka ta stanie ci siê przyjacielem, przyjacielem bez którego nie zechcesz siê nigdy obywaæ i który twój w³asny dom zmieni ci na ¶wi±tyniê.

Im bardziej nauczysz siê wewnêtrznego wczuwania pod moim przewodnictwem w ukazywane ci tutaj przeze mnie obrazy, tym lepiej ujmiesz najg³êbsze znaczenie moich s³ów i na odwrót, s³owa moje maj± na celu pokierowanie tob±, aby¶ prze¿ywaniem w sobie tych obrazów przyswoi³ je swojej duszy.

Oby jedno i drugie sta³o siê b³ogos³awieñstwem dla ciebie.

Oby¶ sam sta³ siê zdolny sprostania owemu wezwaniu, które kap³ani dawnej ¶wi±tyni kazali niegdy¶ wyryæ nad jej wej¶ciem.

"POZNAJ SAMEGO SIEBIE".
Delete Edit Quote
 
Reply

Panel usera

Witaj Go
IP: 54.80.189.255

Login
Haso

Czat

Zaloguj si lub Zarejestruj si za darmo aby wysa wiadomo!
 
Recent posts
Recent comments
vegan: Jak na razie to zaczynam ..
grassjanna: Witajcie, artykuł ci..
Mnich: Nie rozumiem tego pytania..
lucyna2000: Powoli ludzie "budzą..
LdV.-: Nie ważne co si..
Kanay RSS
Plejadianie.pl
Stara Wersja Strony Plejadianie
Strona oparta o silnik MemHT Portal oparty na licencji GNU/GPL w polskiej wersji PolishPack
Template designed by MemHT.com